niedziela, 14 grudnia 2014

OS-Leonetta



-Leon.-powiedziała szatynka do siedzącego obok niej chłopaka.
-Tak?
-Kocham cię.-wyznała dziewczyna.
-Ja też cię kocham Violetta.-odpowiedział chłopak po czym złączył ich usta w pocałunku.
Gdy już się od siebie oderwali, Violetta wtuliła się w tors chłopaka. Para siedziała na ławce w parku w milczeniu. Nie potrzebowali rozmowy wystarczyło im, że byli blisko siebie. Dziewczyna pogłaskała chłopaka po policzku.
-Będzie dobrze. Zobaczysz.
-Violetta nie będzie dobrze. Wszystko się rozwala.... Najpierw mój tata, później moja mama, zespół... Dla nikogo nic nie znaczę.
-A ja?
-Tylko ty mi zostałaś.
-I obiecuje, że cię nie opuszczę.-Violetta znów przytuliła chłopaka.
 Zastanawiacie się pewnie o co chodzi. Już śpieszę z wyjaśnieniami. Zacznijmy od początku.
Violetta i Leon mają 17 lat. Mieszkają w Buenos Aires. Chodzą do szkoły muzycznej studia OnBeat. Są parą od roku. Zawsze się wspierają.
Ostatnio w życiu Leona nie układa się najlepiej. Jego tata rozstał się z jego mamą . Wyjechał za granicę. Od tego czasu chłopak nie ma kontaktu ze swoim ojcem. Mężczyzna zachowuje się jakby w ogóle nie miał syna. Jego mama po wyprowadzce swojego męża rzuciła się w wir pracy. Nie ma jej prawie w domu. Nie interesuje się Leonem. Zachowuje się jakby on nie istniał. Chłopak aby wyrwać się chodź na chwile z tej szarej rzeczywistości przesiaduje jak najdłużej w szkole muzycznej, ze swoimi przyjaciółmi i dziewczyną. Tam zapomina o wszystkich problemach. Niestety nie dawno jego koledzy postanowili rozwiązać ich zespół w który on włożył tyle ciężkiej pracy i serca. Leon powoli tracił wszystko co było w jego życiu ważne. Pozostała mu tylko Violetta. Dziewczyna starała się go wspierać i być przy nim przez cały czas.

-Idziemy do mnie?-spytała po dłuższej chwili milczenia.
-Nie chce przeszkadzać....
-Leon przecież wiesz, że nie będziesz przeszkadzał. Chodź.-wstała,złapała go za rękę i pociągnęła w stronę swojego domu. Po 10 minutach marszu stanęli przed drzwiami domu Castillo. Szatynka otworzyła je kluczami po czym weszła do środka pociągając za sobą chłopaka. Już od progu zastała domowników.
-Oooo Violu nareszcie jesteś. Gdzie się podziewałaś? Długo cię nie było. OOo przyprowadziłaś Leonka. Może wam coś ugotować? Na pewno jesteście głodni....
-Olga spokojnie. Daj nam wejść do domu.
-No dobrze, dobrze.
Przeszli do salonu gdzie siedział tata Violetty.
-O hej Violu jak się masz?-pocałował ją w policzek.-Cześć Leon.-zwrócił się do chłopaka podając rękę.
-Dzień dobry.
-Może coś zjecie?-Olga znów zaczęła się dopytywać.
-Jak byś mogła Olguś zrobić nam kanapki.
-Co tylko chcesz moja kruszynko.-uśmiechnęła się gosposia i poszła do kuchni.
-Chodźmy na górę.-powiedziała dziewczyna.
Para weszła po schodach na górę i skierowała się do pokoju Violetty. Było to duże,przyjemne pomieszczenie. Ściany były beżowego koloru. Na nich znajdowały się różne zdjęcia oprawione w ramki. Na środku pokoju stało duże łóżko na którym leżała fioletowa narzuta i dwie też fioletowe poduszki. Na przeciwko łóżka wisiała plazma.Z prawej strony łóżka w jednym z rogów stała gitara, a przy niej keyboard. Przy instrumentach znajdowało się biurko, które stało przed dużym oknem. Natomiast po lewej stronie łóżka wisiały półki z książkami. Znajdowały się tam też drzwi do garderoby. Pokój był jasny i przytulny.
 Leon usiadł na łóżku. Violetta postanowiła trochę poprawić mu humor. Wzięła gitarę do ręki i zaczęła grać melodie do Nuestro Camino. Dziewczyna zaśpiewała pierwsze wersy piosenki. Chłopak dołączył do niej. Stali na środku pomieszczenia patrząc sobie w oczy. Nie zauważyli nawet gosposi, która przyniosła tacę z jedzeniem ani bliźniaczki Violetty wchodzącej do jej pokoju. Gdy zaśpiewali ostatnie słowa piosenki stali tak blisko siebie, że wystarczył jeden ruch aby połączyć ich usta w pocałunku. Tą piękną chwile przerwała im Ally stojąca przy drzwiach.
-Łuchu to było piękne. A teraz co robimy?
-Po pierwsze: Hej Ally, a po drugie :Czemu nam przeszkadzasz??
-No zaprosiłaś Leona myślałam, że obejrzymy jakiś film. Aaa i zapomniałam ci powiedzieć, że przychodzi do mnie Austin.-uśmiechnęła się szeroko.
Viola spojrzała pytająco na Leona.
-To jaki film oglądamy?-spytał się chłopak.
-Ymm...Komedia??-powiedziały razem bliźniaczki.
-Niech wam będzie.

  Wszyscy siedzieli na podłodze wpatrzeni w telewizor. Komedia ( jeżeli można to nazwać komedią) była nudna. Dziewczyny zaczęły przytulać się do chłopaków i odpływać do krainy morfeusza. Leon i Austin położyli je delikatnie na łóżko,przykryli je kołdrą i cichutko wyszli z pokoju aby ich nie obudzić.
  Następnego dnia bliźniaczki obudziły promienie słońca wkradające się przez okno do pokoju. Obie spojrzały na zegarek.
-O nie! Już 7:30!
Obie wyskoczyły z łóżka i pobiegły do łazienek. Po ekspresowych porannych czynnościach, pobiegły do garderoby aby się ubrać. Następnie zbiegły na dół złapały po jednej kromce chleba i wybiegły z domu. Po 10 minutach sprintu dziewczyny były już w studio. Weszły do sali w której miały lekcje. Po niej miały okienko. Violetta postanowiła popracować nad swoją nową piosenką. Stanęła przed keyboard'em i zaczęła na nim grać. Nagle do sali wszedł Alex- chłopak, który się w niej podkochuje i nie może przeżyć tego, że ona kocha innego.
-Hej śliczna.
-Heej??-powiedziała niepewnie.
Brunet nie czekał aż Violetta wygoni go jak zawsze. Podszedł do niej, złapał ją za ręce i wpił się w jej usta. W tej samej chwili do pomieszczenia wszedł Leon. Chłopak zobaczył jak jego ukochana całuje się z innym, To było dla niego za wiele. Wybiegł z budynku. Szedł przed siebie nie patrząc na nikogo i na nic. Nie wiedział dokąd idzie. Chciał być jak najdalej od studia, od miejsca ,gdzie zdradziła go ostatnia osoba, której ufał. Nagle chłopak poczuł silne uderzenie. Ostatnie co pamiętał to pisk opon, a później ogarnęła go ciemność.
    ~~Parę minut wcześniej~~
Violetta próbowała wyswobodzić się z uścisku lecz na próżno. W końcu wpadła na pomysł. Stanęła obcasem na stopę Alexa, który momentalnie się odsuną.
-Co to miało być?!-wrzasnęła wkurzona dziewczyna.
-Nie mów, że ci się nie podobało.
-Nie nie podobało! Ile razy mam ci mówić, że mam chłopaka?
-A ile razy ja mam mówić, że mnie to nie obchodzi?
-Jesteś największym kretynem jakiego poznałam!-dziewczyna wzięła swoją torebkę i wyszła z klasy.
Skierowała się w stronę szafek gdzie zastała Ally.
-Hej nie widziałaś Leona??
-Parę minut temu widziałam jak wychodzi ze studia.
Violetta zrobiła zdziwioną minę i szybko wyjęła telefon. Wybrała numer chłopaka.
-Nie odbiera.-powiedziała wybierając jeszcze raz jego numer.
Zadzwoniła raz, potem znowu i znowu. Nikt nie odbiera.
-Martwię się o niego. Pójdę zobaczyć czy nie poszedł do domu.
-Pójdę z tobą.
Siostry wyszły z budynku i ruszyły w stronę domu Leona.
Podczas gdy szły Viola wykonała jeszcze dwa telefony do swojego ukochanego ale i teraz nikt nie odebrał. W końcu stanęły przed furtką domu. Ally nacisnęła na dzwonek od domofonu. Nikt nie odpowiada. Po niej czynność powtórzyła Violetta naciskając parę razy na przycisk. Dalej nic. Siostry ruszyły w stronę parku. Nagle zadzwonił telefon Violetty.
-To Leon!-krzyknęła dziewczyna i nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Halo Leon?
-Dzień dobry mówi ratownik medyczny z kim rozmawiam?
-Violetta Castilo.-powiedziała blada dziewczyna.-Coś się stało?
-Chłopak miał wypadek i jest w szpitalu...
Dziewczyna nie słuchała dalej. Z słuchawki dobiegał głos mężczyzny. Violetta spojrzała na siostrę i pobiegła w stroną szpitala. Wparowała przez szklane drzwi do budynku. Podeszła do recepcji.
-Dzień dobry gdzie leży Leon Verdas.
Recepcjonistka zmierzyła ją wzrokiem po czym zaczęła szukać na komputerze.
-Nie ma.
-Co jak to nie ma?!
-No nie ma, a teraz przepraszam muszę wyjść.
Viola skierowała się do Ally.
-Co za wredna baba.... ale jak nie ma?
-Może jeszcze go nie zarejestrowali?
Brunetka pomyślała chwilę i skierowała się na piętro gdzie znajdują się sale zabiegowe.
Gdy znalazła się na miejscu w tej samej chwili otworzyły się drzwi, a z sali wywieźli Leona.
-Leon...-wyszeptała Viola.
-Zna go pani?-zapytał lekarz, który przy niej stanął
-Tak... to mój chłopak.
-Ma pani numer do jego rodziców.
-Ym..tak,tak...-powiedziała wyjmując telefon.
-To numer do jego mamy-powiedziała pokazując cyfry na wyświetlaczu- Może nie odebrać. Mało interesuje się synem.
Lekarz poczekał chwilę ale nikt nie odebrał.
-Można wiedzieć co z nim jest?- w końcu spytała dziewczyna.
-Jego stan jest ciężki, na razie tyle mogę powiedzieć.
-A mogła bym go zobaczyć?
-Proszę tędy.-mężczyzna wskazał kierunek.
Po przejściu korytarzy stanęli przed oszklonymi drzwiami.
-Jutro będzie mogła pani wejść.
Dziewczyna pokiwała głową. Spojrzała jeszcze raz na ukochanego i skierowała się w stronę wyjścia.

  Kolejne dni dla Violetty były udręką. Dziewczyna codziennie odwiedzała Leona ale jego stan wcale się nie polepszał. Lecz ona nadal wierzyła.


   Dzień zapowiadał się spokojnie. Violetta jak co dzień poszła odwiedzić Leona. Weszła do sali gdzie zastała mamę chłopaka. Zdziwiła się, do tej pory kobieta tylko raz odwiedziła swojego syna.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry.-westchnęła kobieta po czym wstała i wyszła z sali.
Brunetka usiadła obok łóżka. Spojrzała na wciąż nie ruchomą twarz chłopaka. Nagle z monitora obok dobiegł donośny pisk, a na nim pojawiła się ciągła kreska. Pielęgniarka, która była w sali wybiegła z niej po czym wbiegła z grupą lekarzy, którzy wygonili Violettę z sali. Oszołomiona nie wiedziała co się właśnie stało. Zamurowana patrzyła wprost.
-Violuś coś się stało?-spytała Ally, która dopiero przyszła.
Nie usłyszała odpowiedzi. Z sali wyszli lekarze.
-Nie...-wyszeptała Viola i wbiegła do sali.-Nie!! Dlaczego go nie ratujecie!!-wrzeszczała.
Widząc, że nikt jej nie słucha zaczęła sama reanimować chłopaka. Nie zwracała uwagi na lekarzy ani na swoją siostrę. Cały czas walczyła, walczyła o niego. Do sali weszła pani Verdas spojrzała na brunetkę, która spojrzała jej w oczy. Kobieta pokręciła głową i wyszła z sali. Violetcie powoli zaczynały szklić się oczy. Skapywały na policzki bruneta. Ally złapała ją za razmię.
-Viola... on nie żyje...
Dziewczyna stanęła po czym opadła bezsilnie i zaczęła płakać. Wtuliła się w tors chłopaka i płakała.
Violetta czuła jakby jej serce przebiło milion szpilek. Nie mogła się pogodzić z myślą, że już nigdy nie usłyszy jego głosu, nie poczuje smaku jego ust, że... już z nim nie zaśpiewa.
-Kocham cię...-wyszeptała.
Nagle do uszu dziewczyny doszło nie równomierne pikanie. Spojrzała na monitor. Linia znów nie była  równa. Spojrzała na Leona, który otworzył oczy. Nie mogła w to uwierzyć.
-On żyje...żyje.-krzyczała w myślach.
-Co się dzieje?-wychrypiał chłopak.
-Już nic nigdy nas nie rozdzieli.-powiedziała Violetta i przytuliła się do niego.


~~Trzy miesiące później~~

     Violetta i Leon skończyli 18 lat. Tata dziewczyny kupił jej dom w którym zamieszkała ze swoim ukochanym. Brunetka właśnie szykuje się na wyjście z Leonem. Nie wie, że ten wieczór zapamięta do końca życia. Dlaczego? Chłopak  ma ją dziś poprosić o rękę, a wtedy już nic ich nie rozdzieli.....


        ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No hej. Jaką ja mam dziś wenę. :D Byłam zdziwiona gdy pod dzisiejszym rozdziałem były dwa komentarze. Było mi bardzo miło gdy zobaczyła, że ktoś jeszcze czeka na moje wypociny. :)
Stwierdziłam, że jak mi tak dobrze idzie to dokończę ten Os, który zaczęłam rok temu. XD
Dedykuję go wszystkim, którzy ze mną zostali. Mam nadzieję, że się spodoba.
Miłego czytania,dobranoc i do napisania. :*



Viola Juliettka Verdas 















2 komentarze:

  1. Hahaha nie no Jula masz tempo ! XD
    Zacząć Os w tamtym roku a kończyć w tym XD a myślałam że tylko ja tak mam XD No nie ważne Os cudny ♥♥♥♥♥♥
    On się jej oświadczy ....*.* <3
    W razie co sorki za błędy w komie ale autokorekta miały czas coś poprawia -,-
    Pisaj częściej Osy ( Hahaha "osy"XD ) i rozdziały !

    OdpowiedzUsuń